Strony

czwartek, 17 października 2013

58. Pierwszy prezent...

Oho, ale się rozpisałam... Jak nie piszę to nie piszę, a jak już to przestać nie mogę :))) Ale nie będę się powstrzymywać hihihi... Wybaczcie...

Jakiś już czas zastanawiałam się nad prezentem dla rodziców... Chciałabym im podarować coś, co przypominałoby im Andreę i żeby mogli się cieszyć wnusią na co dzień. Mieszkają daleko od nas. Brat mój akurat jest więc z doręczeniem nie będzie problemu...
No i wymyśliłam... Jak byliśmy w Polsce poprosiłam siostrę,by brat jej męża zrobił mi nadruk na body dla małej. Ma taką możliwość, bo pracuje w firmie która zajmuje się właśnie nadrukami na ubraniach...) Body wyszło idealnie. Dostaną więc kubeczki ze zdjęciem małej i dodatkowo cały album ze zdjęciami 'od porodu do dziś' :) Fajny prezent??? Znam swoich rodziców i wiem, że będą zadowoleni. Ba, nawet więcej, będą szczęśliwi...
I dziś zrobiliśmy w końcu sesję zdjęciową w nowym wdzianku ;) Zdjęcia wyszły super... Wybraliśmy trzy najlepsze, ale wam pokażę sześć moich ulubionych...Chcecie zobaczyć?? No to proszę... Nasza mała Andy, prawie siedmiomiesięczna dziewucha :)))


















No to zdjęcia są, a kubeczki pokażę jak dojdą od producenta :)

Buziaki i pozdrawiam...

środa, 16 października 2013

57. Birthday Party!!!

Ostatnie dwa dni były najlepsze od jakiegoś czasu.
Urodziny... W moim wieku wydawałoby się, że już się nie ma z czego cieszyć, lata lecą a człowiek się starzeje. Ja jednak należę do ludzi doceniających "chwilę"... Dzięki temu ostatnie dwa dni były cudowne.
W tym roku, inaczej jak do tej pory, świętowaliśmy dwa dni moje urodzinki :) Trochę to zasługa mojego brata i jego wizyty u nas :) Ale wszystko po kolei...

Dzień pierwszy, poniedziałek 14 października...
Ranek zaczął się nie specjalnie... Chyba źle spałam, bo miałam fatalny humor... No i oberwało się mojemu A., przyznam niewinnie... Ale do tego doszłam późnym wieczorem :) Potem już było lepiej, coraz lepiej...
Mój A. zaplanował na dziś wyjście do buffetu, z okazji mego święta... Mieliśmy pójść wszyscy razem, czyli nasza trójka, teść i mój brat :) Zazwyczaj obchodzimy takie święta tylko we dwoje, a dziś zrobiliśmy odstępstwo od zasady :)
Na tę okazję wybrał buffet Tops... I teraz już mogę wam powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę... Dużo fajniejszy od Red World buffet... No i jedzenie bez porównania, zwłaszcza słodkości :) Serwują tam dosłownie wszystko, kuchnię indyjską, tajską, włoską, japońską i kilka innych... Mnie osobiście smakował najbardziej makaron chiński i baranina :) Palce lizać...


I oczywiście moje sushi... Mniam... Nie jadłam lepszych...

Ale największym zaskoczeniem był tort... Nie przypuszczałam, że do tego wszystkiego dojdzie jeszcze torcik... Jedliśmy i nagle z głośników słychać 'Happy Birthday to you...'... Przysięgam, ale pierwsze co mi przyszło na myśl to, że ktoś dziś ma też urodziny i zastanawiałam się kto :) A tu patrzę kelnerka podchodzi do naszego stolika :) Normalnie wbiło mnie w fotel... Popłakałam się...
Jednogłośnie stwierdzam, że to były najlepsze moje urodziny... Dziękuję kochani :*
A to mały zdjęciowy skrócik:




























Już wiem, że odwiedzimy Tops'a nie raz... Jak przyleci do  nas w święta moja siostra z rodzinką to musowo muszę ich tam zabrać :)

And finally second day :) 15 października...
Ciąg dalszy urodzin...
Obiecałam mojemu bratu, że zabiorę go do parku rozrywki... Nigdy jeszcze nie miał okazji jazdy na rollercoaster'ach, więc ja mu to udostępniłam... Tak więc czekał nas kolejny przyjemny dzionek. Pogoda też nam dopisała, 14st i słońca do bólu :)
Pojechaliśmy do Blackpool, do Blackpool Pleasure Beach (tu znajdziecie wszelkie informacje)...Cały dzień jazda, jazda i jazda :) Przyznam, że to moja czwarta wizyta na rollercoaster'ach, ale im jestem starsza tym większego mam pietra... Dlatego tym razem zaliczyłam tylko dwie kolejki... Ale jak dla mnie wystarczyło. Większą frajdę miałam widząc roześmiane twarze mojego A. i mojego brata :) Bawili się jak dzieci...
A tak się bawiliśmy:

No i to by było na tyle... Fajnie było ale się już skończyło :) Teraz aż do następnego roku...Do zobaczenia i mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną...

sobota, 12 października 2013

56. Odwiedzinki...

Przez kolejne dwa tygodnie będę miała u siebie specjalnego gościa :) W sumie znowu z opóźnieniem piszę, bo już prawie tydzień temu (dokładnie w niedzielę 6 października) przyleciał do nas mój młodszy brat z NY. Ostatni raz widzieliśmy się na naszym ślubie ponad dwa lata temu. Tym bardziej się cieszę z naszego spotkania. Cała moja rodzinka porozrzucana jest po świecie, a większość mieszka w US. Nie mamy więc możliwości częstego odwiedzania się, tak więc każda wizyta jest na wagę złota :)))

A poza tym S. pierwszy raz spotkał się z moją córcią... Nie miał jeszcze okazji poznania Andrei i zobaczenia jej na żywo.
Już na lotnisku Andy od razu pokochała wujka, uśmiechnęła się, wyciągnęła do niego rączki a nas miała kompletnie gdzieś... Mała zdrajczyni hihihi... Ale w sumie to dobrze, może w końcu odpocznę a S. poniańczy pikulinkę :)
Muszę tylko zorganizować bratu jakąś rozrywkę, może zwiedzanie miasta, park rozrywki i zoo... Zobaczymy. Bo jak narazie to tylko pomaga nam w końcowych remontach domowych :) Najważniejsze, że drzwi na yard wymienione. Tak wyglądają...

Ok uciekam, bo już późno :) A tu trzeba jeszcze dzidzię nakarmić i położyć... Dobrej nocki kochani :)

piątek, 11 października 2013

55. Zakopiański wypoczynek

Ach, jak ten czas nas goni... Od powrotu z Polski minął już tydzień a ja dopiero dziś znalazłam chwilkę by tu zajrzeć :) Stęskniłam się i to jest fakt... Teraz już jestem i na razie nigdzie się nie wybieram, aż do kolejnego urlopu czyli do marca :)

Wspominałam wam o niespodziance wyjazdowej mojego A. Jadąc na urlop wiedziałam, że będzie to Zakopane i nic poza tym. Nie wiedziałam gdzie się zatrzymamy i na jak długo. Mimo skromnych informacji nie miałam żadnych obaw, że wyjazd będzie do dupy. Wręcz przeciwnie, byłam pewna, że wypoczniemy...
Tak więc wyruszyliśmy i po kilku godzinach przywitały nas nasze kochane Tatry. Zatrzymaliśmy się w apartamentowcu Viva Maria, (polecam, wszelkie info tu). Mieliśmy do dyspozycji apartament olchowy, sypialnia salon z aneksem kuchennym (bardzo dobrze wyposażonym zresztą) i łazienka. No rewelacja, to się nazywa odpoczynek, zero sprzątania i gotowania, pełen luz :)))
W końcu te parę dni spędziliśmy we trójkę, ja, Andy i mój kochany A. Dużo spacerowaliśmy, i nawet deszcz nas mnie odstraszał momentami :) Nasza mała córcia to kochane dziecko, dzielnie wytrzymywała nasze codzienne wojaże, bez marudzeń. Takie dziecko to skarb. Teraz bez mrugnięcia okiem mogę planować kolejne wczasy.... :) Teraz to ja zrobię prezent niespodziankę mojemu A., na naszą trzecią rocznicę ślubu :) Poza tym dużo rozmawialiśmy o naszych planach na przyszłość... W końcu na spokojnie mogliśmy cieszyć się sobą i naszą pikulinką :)
Odwiedziliśmy również Termy w Białce Tatrzańskiej... Zerknijcie co mają w ofercie... My i nasza niuńka bawiliśmy się świetnie i na pewno nie jest to nasza ostatnia tam wizyta :)
Uwielbiam mojego A. Jest najwspanialszym mężem na świecie... I te jego niespodzianki... <3 Dziękuję kochanie :*

Giewont
Termy, Białka Tatrzańska
Termy, Białka Tatrzańska
Termy, Białka Tatrzańska
Termy, Białka Tatrzańska
Szkoda tylko, że ten czas tak szybko minął... Na szczęście zostało nam też jeszcze kilka dodatkowych dni z rodziną. Odwiedziliśmy moje rodzinne miasto, Łomżę, i Busko-Zdrój, rodzinne miasto mojego A. Fajnie było z nimi spędzić te parę dni. Zapomniałam jak to jest mieć blisko siebie moją chrześniaczkę, Oliwkę. Kiedyś, zanim urodziła się Andrea, to ona była mi najbliższa, była jak moja własna córeczka :) Teraz to już duża pannica, dziewięcioletnia dziewczynka :)
No i stęskniłam się też za moją psiunką, of kors ;) Po wyjeździe do UK Chicca została u teściów... Ale nigdzie indziej nie mogłoby jej być lepiej, ma tam jak w raju hihihi, więc jestem spokojna o nią...

Tak więc krótka relacja z naszego urlopu... I mam nadzieję, że już nie zniknę na tak długo :)
Trzymajcie się kochani w te coraz zimniejsze i bardziej pochmurne październikowe dni :) Choć październik to miesiąc moich urodzin to i tak nie jest on moim ulubionym... Ja jak zwykle czekam na czerwiec :)

wtorek, 1 października 2013

54. Wciąż pamiętam ;)

No nareszcie...
Choć tylko na chwilkę to i tak cieszę się, że z wami jestem...
Przez te parę dni opuściłam tak wiele waszych wpisów... Widzę, że sporo się dzieje. U mnie również, jednak nie mam czasu, póki co, żeby się tym z wami teraz dzielić. Teraz jest czas dla rodziny, z którą niestety widujemy się tylko parę razy do roku :( Jak wrócę będę wszystko nadrabiać, obiecuję :)

A dzieje się, oj dzieje... Wcześniej już wam pisałam o niespodziankowym wyjeździe do Zakopanego... Wspomnę tylko, że udał się BARDZO :)
Pojeździliśmy też trochę po Polsce odwiedzając rodzinkę... Bo musicie wiedzieć, że rodzinka nasza rozsiana jest po całym kraju :) Nie dziwne, skoro ja pochodzę z podlasia a mój A. ze świętokrzyskiego :)))
Tak więc czas urlopu zleciał nam prawie na rozjazdach.
Pochodziliśmy też trochę za grzybkami po lasach... Tylko jak na razie z marnym skutkiem :( I nie wiem czy my szczęścia nie mamy czy grzybów nie ma. Dziś też mój A. wybrał się ostatni raz na grzybki... Trzymajcie kciuki by coś przywiózł, bo inaczej nie będzie świątecznej kapusty z grzybkami na naszym stole. A bez tego świąt sobie nie wyobrażam :)

Ok zmykam... I wracam już pod koniec tygodnia na dobre... Niestety urlop dobiega końca... Pora wracać do rzeczywistości...