Strony

wtorek, 8 sierpnia 2017

257. Serwetka nr. 2

Kolejna piękna serwetka.
Okrągła, bo takie ostatnio najbardziej mi podpasowały.


 Wybierając wzór już wiedziałam, że będzie śliczna ale efekt końcowy wyszedł jeszcze lepiej.
Mam nadzieję, że nowej właścicielce również się spodoba :)

***

Użyłam białego kordonka ADA15 i szydełka 0,75mm.
A gdyby ktoś miał ochote to posiadam schemat i chetnie podeślę :)
Pozdrawiam


wtorek, 25 lipca 2017

256. Andy's first Graduation

No i stało się...
Nareszcie upragnione wakacje a moja Andy dostała dyplom i promocję do Reception, czyli tzw. zerówki :) Hurrra


A tu filmik jak moja pszczółka odbiera swój dyplom :)
 
video

Nie myślałam, że się tak wzruszę...
Parę łez otarłam :)

Kurczę, to oznacza, że mam już dużą dziewczynkę...
Jestem z niej taka dumna ale chciałabym zatrzymać czas i aby dziewczynki zawsze były takie małe. Niestety tak się nie da i to mnie dołuje.
Ale póki co cieszmy się naszymi wspólnymi wakacjami...
HURRRRRA....

środa, 19 lipca 2017

255. Czworo nas... Teraz jest idealnie.

I jest jak dawniej.
Dokładnie tak jak być powinno.
Ja, A. i dziewczynki, czyli jesteśmy znów w komplecie :)

A. wrócił nareszcie z Ugandy...
Opalony i pełen wrażeń. Zdobył doświadczenia zawodowego, poszerzył horyzonty i częściowo zwiedził niedostępne zakątki Ugandy.
Jednak co najważniejsze, przekonał się nareszcie, że pieniądze szczęścia nie dają. Widział tam ludzi biednych ale bardzo szczęśliwych. I mam nadzieję, że nauczył się czegoś od nich w tej kwestii :)
Pomyślicie teraz sobie pewnie, że mój A. to materialista i wszystko sprowadza do pieniądza. Ale to nie tak. On po prostu chciałby żyć tak by się o nic nie musieć martwić. I choć tak się nie da, bo zawsze są jakieś problemy, to on nie przyjmował tego do wiadomości. Aż do teraz :)

No to tyle na dziś...
Zobaczcie tylko jeszcze jak powitały tatę dziewczynki :)
Wszystkie trzy jesteśmy mega szczęśliwe, że znów mamy go w domku 


video


No i co nam przywiózł z Ugandy :)





poniedziałek, 3 lipca 2017

254. Rozstanie

Jeszcze tak niedawno oboje na to czekaliśmy, ja z trwoga a A. z niecierpliwością. Bałam się jak to będzie ale wiedziałam, że to dla A. ogromna szansa. Nie mogłam powiedzieć 'NIE'.

No i stało się...


***


Zastanawiacie się pewnie o co chodzi.
No więc wyjaśniam.
Mój wspaniały małżonek od dwóch lat studiuje Biomedical Science na Salford University. Nie wszyscy też wiedzą, że jest bardzo ambitny. Tak więc jak tylko usłyszał, że jest wyjazd do Ugandy i poszukują wolontariuszy od razu się zgłosił.
Powiem szczerze, że jak o tym usłyszałam to nie byłam zachwycona. Zastanawiałam się jak pogodzę pracę z opieką nad dziewczynkami, zupełnie sama. W końcu to miałby być wyjazd na cztery tygodnie.
A. od razu zadzwonił do swojej mamy i poprosił o pomoc, że w razie gdyby to jego wybrali to czy przyleci i pomoże mi z dziewczynkami. Zgodziła się.

No to tak pokrótce :)


***


Tygodnie mijały i przyszedł czas wyjazdu. Bałam się tego dnia. Nie o siebie, nie nie. Bałam się o A., w końcu to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, tylko dzika Afryka.
Jednak cóż miałam zrobić.

Pojechał.

Dzwonił codziennie, bo taką mamy umowę.
Dziś mijają trzy tygodnie z czterech i na szczęście wszystko jest ok. Cieszę się, bo został tylko tydzień i mój A. znów będzie z nami w domku.

Radzimy sobie, bo przecież jest mama A. Ale to nie to samo.
Dzięki tej rozłące wiem, że na dłuższą metę oboje nie dalibyśmy rady, my musimy być razem :)
Do tego dziewczynki tęsknią za tatą strasznie. Amelka może nie tak bardzo, bo jest jeszcze malutka, ale Andy już doskonale rozumie, że taty nie ma. Często wieczorami przed snem płacze do taty. A najgorzej jest kiedy mam iść do pracy, wtedy dosłownie muszę się kryć i wychodzić po cichutku żeby mnie nie widziała, bo jest histeria. Niestety pracować muszę, poza tym jest mama i wiem, że krzywda jej się nie dzieje.

Mimo wszystko jest bardzo ciężko :(
Nie ma jak to we dwoje.


***


Jeśli natomiast chodzi o sam wyjazd A. to właśnie spełnia się w roli przyszłego laboranta (chyba dobrze nazwałam :))
Robi to co lubi i to z czym będzie związana jego przyszłość (badanie krwi, badanie DNA, itp.). Nuda ale on to uwielbia :)

Poza tym niesamowita okazja zobaczenia Ugandy, od tej prawdziwej naturalnej strony.
Ze zdjęć i relacji wiem, że jest super.

A to parę zdjęć...






Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojego męża :)


***


Na koniec pochwalę się jeszcze, że A. Aplikował o pracę w laboratorium w szpitalu na oddziale hematologii i dostał ją :)
Jestem z niego bardzo DUMNA :*

niedziela, 11 czerwca 2017

253. Zabawa 'Podaj dalej'...

Jakiś czas temu zgłosiłam se do zabawy u Beatki na blogu My kobiety.
Wiedziałam, że Beatka jest zdolna ale takich cudów się nie spodziewałam.
Było coś dla mamy i coś dla dziewczynek :) Niestety słodkości nie dotrwały do zdjęć, dziewczynki obsłużyły się tuż zaraz po otwarciu paczki :)
Ale co ja tu będę was nudzić pisaniem, sami zobaczcie i oceńcie :)







 Beatko bardzo dziękuję za prezenty, są cudne!!!
  Teraz ja zapraszam do kontynuacji zabawy.
Dwie pierwsze osoby, które zapiszą się pod tym postem dostaną ode mnie rękodzieło mojej produkcji :) Na przygotowanie prezentu mam rok, jedyny warunek to taki, że po otrzymaniu
                  prezentu osoba, która się zgłosiła ogłasza taką samą zabawę u siebie na blogu :)
No więc powodzenia :)