Strony

sobota, 20 sierpnia 2016

232. Wymianka z Eweliną

To moja druga blogowa wymianka.
Tym razem propozycja wyszła od Eweliny. Szczerze mnie tym zaskoczyła, bo moje prace przy jej cudach wypadają blado :) Ale podjęłam ryzyko i oto co powstało z myślą o całej rodzince, no prawie całej hihihi (Mam nadzieję, że mąż Eweliny się nie pogniewa :))


Pierwsze powstały poszewki na podusie...
Ewelinka powiedziała, że brąz, beż i krem to kolory panujące w salonie. Tak więc zrobiłam dwie, każda inny wzór.
Dodam, że robiłam je pierwszy raz w życiu, więc mogą być małe niedociągnięcia. Osobiście mi bardzo się podobają i jestem z nich dumna :)



Obowiązkowo podkładki pod kubeczki ;)
Też w dwóch odcieniach ;)
Wzór ten sam więc śmiało będzie można je miksować...



Tu małe drobnostki dla dzieciaków Ewelinki ;)
Mam nadzieje, że choć trochę je uszczęśliwiłam :)





Na koniec zostawiłam chustę...
Wzór pomogła mi znaleźć jedna z blogerek, dziękuję Kasiu ;)
Chusta była moim wielkim wyzwaniem ale i zaskoczeniem ;) Wspaniale mi się ją robiło i już planuję następną :)
Oby właścicielce się spodobała :)


***

A to prezenty od Eweliny dla mnie ;)
Cudowne ozdoby do każdego pomieszczenia :)

Pierwsza, różowa do pokoju dziewczynek.
Nie muszę chyba pisać jak bardzo sã zachwycone :)


Kolejna, miętowa, do kuchni :)
Będzie się pięknie komponować z bielą...


No i ostatnia, fioletowa, do naszej sypialni...
Piękna...


***


Jestem zachwycona i z tego co mi wiadomo Ewelinka i dzieciaki też ;)
Uffff, kamień z serca, że udało mi się zadowolić całą czwórkę :)

Ewelinko, dziękuję za wymiankę ♡

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

231. Podaj dalej...

Ładnych parę miesięcy temu wzięłam udział w zabawie 'Podaj dalej...' u Ani z Płonących Motyli.
Zabawa jest bardzo fajna a zarazem baaardzo prosta.
Chodzi o to by obdarować dwie pierwsze Osoby, które zgłoszą się na 'Podaj dalej'. Gotowość wzięcia udziału w zabawie deklarujecie pod postem w komentarzu. Potem dwie pierwsze Osoby mają dokładnie rok na zorganizowanie takiej zabawy u siebie na blogu.
No i jak Wam się to podoba???
Łatwo, prosto i przyjemnie prawda :)

Ja u Ani wygrałam takie oto cuda...






Ania jest mistrzynią w Biżu, kto jej jeszcze nie odwiedzał to musi to nadrobić.
Zapraszam do Ani.

No i czekam na pierwsze dwie chętne osoby :)

piątek, 12 sierpnia 2016

230. Najlepiej to nie chorować... Cz.3.

Dziś kolejna część moich lekarskich perypetii...

***

Ostatnio stanęło na tym, że miałam czekać na list informujący o kolejnym badaniu. Jednak nie wspomniałam wam, że 30 czerwca miałam wizytę u specjalisty od nadgarstków w Klinice Chirurgii Plastycznej. Nie pisałam o tym, bo uznałam, że poprzedni lekarz (chirurg-ortopeda) zna się na rzeczy i będzie wiedział co dalej robić. Jednak po wizycie mój A. stwierdził, że warto skonsultować się jeszcze ze specjalista. A, że wizytę mam już umówiona wiec co mi szkodzi. Tym bardziej, że owa pani doktor raczej nie do końca wiedziała co ma dalej ze mną począć. I ciekawe ile jeszcze badań by mi zleciła zanim postawiła by konkretną diagnozę.

Tak więc, zwarta i gotowa, 30 czerwca pojechałam na wizytę z prof. Lees.
Długo kazała nam na siebie czekać ale było warto. Babka konkretna i od razu wiedziała co i jak. Zbadała tylko mój nadgarstek i stwierdziła, że mam uszkodzone ścięgna do poprawy i kostkę do usunięcia. 'Operacja bez dwóch zdań' - to były jej słowa.
Alleluja, nareszcie wiadomo...
Pani profesor wytłumaczyła mi w skrócie jak to wszystko będzie wyglądało, jak będzie przebiegać operacja i jak będzie wyglądała rekonwalescencja. Ogólnie jakieś cztery do pięciu miesięcy znów będę wyłączona z życia.

Wczoraj dzwonili do mnie ze szpitala w celu ustalenia terminu operacji i stanęło na 26 września. No i super, akurat A. zaczyna kolejny semestr na uniwerku więc przynajmniej problem opieki nad dziećmi mamy rozwiązany :)
Martwię się tylko jak poradzę sobie w pierwszych tygodniach, bo będę miała założony gips na całym lewym reku i ramieniu. A. całymi dniami na uniwerku a Andy zaczyna szkołę. Oj będzie ciężko :( Rozmawialiśmy z teściową i mam nadzieję, że uda jej się do nas przylecieć choć na dwa tygodnie.

***

Jeśli chodzi o sprawę zażalenia to na razie stoimy w martwym punkcie, żadnych nowości. Tak jak adwokat nas uprzedzał trochę to może potrwać.

***

No i teraz jesteście na bieżąco :)

sobota, 30 lipca 2016

228. Cudowne osiem dni ze słońcem... czyli greckie opowieści :)

Boziu, jak ten czas ucieka... To już dwa tygodnie jak wróciliśmy z urlopu...

***

W tym roku padło na słoneczną grecką wyspę... Korfu...
Dużo czytaliśmy i jako, że wakacje miały być rodzinne, z dwójką dość małych dzieci, wybór był dość prosty.
Już wybierając się tam wiedzieliśmy, że będą to raczej 'leniwe' wakacje :) Potrzebowaliśmy odpoczynku i słońca.

Korfu jest zwana 'wyspą rajskich plaż'. Zachwyca krajobrazem i wspaniałymi plażami. My mieliśmy to szczęście i zatrzymaliśmy się w Sidari w Olgas Hotel. Jeśli ktoś nie ma wygórowanych wymagań to polecam to miejsce z czystym sumieniem :) Poza tym mieliśmy dosłownie 5 minut do najpiękniejszej plaży Canal D'Amour. Codziennie spędzaliśmy tam kilka godzin. Dziewczynki bawiły się na plaży, budowały zamki z piasku, pływały, a my czerpaliśmy słoneczną energię :) Najwspanialsze godziny spędzone we czwórkę. Cudownie było patrzeć na roześmiane buzie dziewczynek kiedy będąc w wodzie nadpływały fale i unosiły je wysoko, czasem nawet bardzo wysoko. Przeżywały to pierwszy raz w życiu... Były tak szczęśliwe jak nigdy. Ale trzeba było je widzieć kiedy czas było wracać do hotelu... To było nie lada wyzwanie dla nas :) Oczywiście nie obywało się bez płaczu :) Zwłaszcza gdy Andy zawierała nowe znajomości :) Oj ta moja towarzyska córeczka :)









Na zdjęciach poniżej słynny Canal D'Amour... i nasza plaża, obfotografowana z każdej strony hihihi









Nawet teraz uwielbiam cofnąć się w czasie i patrzeć na te roześmiane buźki...





Wspaniała architektura na wyspie i cudowna roślinność sprawiała, że nie czuło się monotonności.
Codziennie wieczorem odwiedzaliśmy różne knajpki, kosztowaliśmy wspaniałych greckich pyszności a potem spacerowaliśmy główną ulicą Sidari.
Spotykaliśmy się z życzliwością miejscowych ludzi. Ciepli i wspaniali, otwarci na turystów.







Znalazłam nawet kartki z przepisami na typowe greckie przysmaki :)
Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam na spróbowanie, my daliśmy radę :) Do dziś na naszym stole króluje sałatka grecka. Ale nie ta którą podają wszędzie w polskich barach... Tylko ta prawdziwa, naprawdę grecka :)










Andy w roli tatusinej modelki :)
To był nasz ostatni wieczór w Sidari. Wspaniały ciepły wieczór.
I nasz ostatni zachód słońca :(
Żal wyjeżdżać, żal się żegnać :(






Fantastyczne miejsce...
Wypoczęliśmy, wygrzaliśmy się, poczuliśmy klimat grecki i najedliśmy się do syta :) Najbardziej chyba smakowała mi musaka i jagnięcina :) Mniam...
Jedno wiem na pewno... Jeszcze tu wrócimy... Już rozmarzam się i myślę o następnej wyprawie :)


***

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca hihihi
W kolejnym poście pokarzę wam więcej zdjęć z Korfu...
I wyjazd do AquaLand, wspaniałego parku wodnego :)

Do zobaczenia!!!