Strony

środa, 31 grudnia 2014

140. Plany na 2015 Rok... I mały skrót minionego...

Miniony rok był bardzo intensywny...
Oglądam się wstecz i myślę, że był bardzo udany...
 Tyle się wydarzyło...
Wiele spraw dobrnęło w końcu do finału :) Wiele się rozpoczęło i oby ze szczęśliwym zakończeniem... Wiele nowych wyzwań i planów przed nami...

***

Małe podsumowanie 2014...

Styczeń...

Poznałam wspaniałą osobę, która okazała się niezastąpioną przyjaciółką...
I choć to tylko przyjaźń wirtualna to uwierzcie, że mogłam liczyć na nią zawsze... Wielu 'prawdziwych' przyjaciół nie raz nie miało dla mnie czasu, a bo to odległość, a to, że ich własne problemy... A Angie była zawsze...
Dziękuję...

Luty

Zima nie nastrajała pozytywnie... Nie chciało się nic...
Ale marzyłam i planowałam urlop... Gdzie by tu jechać, co by tu zwiedzić :) I tak powstała moja podróżnicza lista marzeń :)
Kiedyś ją na pewno zrealizuję :)

Marzec

Radość przeplatała się ze smutkiem...
Pierwsze urodziny naszej kruszynki świętowaliśmy szczęśliwie w Polsce z rodziną i przyjaciółmi... Cudowny czas...
Ale też w tym miesiącu straciłam najwierniejszą przyjaciółkę... Moją ukochaną sunie Chiccę :((( Nigdy jej nie zapomnę... Ktoś mądry powiedział, że to pies jest najwierniejszym przyjacielem człowieka... To prawda...
Pożegnaliśmy też ukochanego dziadka mojego A. Wierzę, że jest z nami...

Kwiecień

W tym miesiącu Andrea zaczęła poznawać rówieśników... Zaczęłyśmy regularnie chodzić na spotkania z innymi dziećmi... Dużo się nauczyła, stała się bardziej samodzielna...

Maj

Doczekałam się nowego salonu :)
Możecie wierzyć, moja radość nie miała końca :) Dość miałam już życia na kartonach :)
W końcu od tego miesiąca z dumą mogłam chwalić się wszem i wobec moim nowym, pięknym salonem :))))

Czerwiec

Trzecia rocznica ślubu...
Oby więcej lat razem w szczęściu...
I najlepsza wiadomość roku... Znowu jestem w ciąży...
Mimo planowania to był najlepszy dzień... Nic nie było w stanie tego przebić, tak bardzo chcieliśmy mieć drugie dzieciątko... Udało się :)

Lipiec

Moje małe pierwsze próby DIY...
W sumie na tej jednej próbie się skończyło ale od czego mamy postanowienia na przyszły rok ;)

Sierpień

Żyłam jak w zawieszeniu... Najchętniej wymazałabym ten miesiąc z pamięci...
Ale minął... 

Wrzesień

Kolejny stresujący miesiąc... Nie najlepszy...
Wiele, wiele łez przelałam... Ciągłe badania, testy, bo okazało się, że moja mała fasolka może być chora... Nikomu nie życzę takich dni...
Dzięki Bogu wszystko minęło a fasolka jest zdrową dziewczynką :)
Od tamtej chwili mogłam na maxa cieszyć się ciążą :)

Październik

Wymarzony dwutygodniowy urlop w Egipcie...
Fantastyczny familijny czas, a mało niestety tego mamy, wykorzystany w 100% :)

Listopad

Pierwsze poważniejsze choróbska naszej Andy i pierwszy pobyt w szpitalu...
Oby ostatni...
W tym miesiącu odkryłam też zamiłowanie mojej księżniczki do rysowania :) Rośnie nam mała artystka :)))

Grudzień

Mój kalendarz adwentowy :) Świetna robota, byłam zachwycona :)
I wspaniały weekend w Szkocji...

***

No to taki był ten rok 2014...
Oj działo się jak sami widzicie...
A teraz plany na 2015...

Rok 2015... 

Będzie szczęśliwy, rodzinny i taki jaki sobie sami ułożymy...
 Wiara czyni cuda a my tej wiary mamy mnóstwo...

Dość oglądania się za siebie i tracenia czasu na ludzi dla których nie liczymy się wcale...
Poświęcenie się sobie i rodzinie...
Rozwijanie swoich pasji... 
 Skończenie remontu i cieszenie się na maxa własną pracą :)
Zrealizowanie jednego punktu z podróżniczej listy marzeń... (Choć z dwójką dzieci to może być nie lada wyzwanie hihihi)
Kochać i być kochaną...


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI !!!


sobota, 27 grudnia 2014

139. Świąteczna migawka Beck'ów :)

Koniec świąt i całego tego szału...
Wy pewnie też już zapomniałyście i zaczynacie żyć normalnością :) Teraz czas na przygotowywania do Sylwestra i Nowego Roku :)
Jednak nie u mnie... Święta to tak magiczny czas, że u nas zawsze kończą się wraz z Nowym Rokiem. Okres między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem też jest dla nas świąteczny :) I też jest magiczny... A dlaczego??? Bo zazwyczaj spędzamy go razem... 

W ciągu roku bardzo brakuje nam czasu na 'po prostu bycie razem'... Ciągła praca, obowiązki... Więc ten czas grudniowy jest wprost idealny dla nas :)
A więc cieszmy się i korzystajmy z każdej chwili którą nam ten czas przyniesie :)

***

Parę uroczych momentów z ostatnich trzech dni :)








Jak widzicie nie ma tu potraw, nakrytego stołu, ani nawet prezentów od Świętego Mikołaja :) Jesteśmy MY... 
Bo to właśnie rodzina i miłość jest naszą Magią Świąt :)))
To w nas jest siła :)


Pozdrawiam jeszcze świątecznie!!!

wtorek, 23 grudnia 2014

138. 'Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy...'

Tak kochani... To już jutro...
Czas odpoczynku, zadumy i refleksji... Czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi, naszymi najbliższymi...

W kuchni pachnie świętami...
Serniczek, makowiec, rybka po grecku, śledzik... Oczywiście nie może też zabraknąć pierogów i kapustki z grzybkami :) Mamy też kapustkę z grochem i grzybową... To akurat potrawy wigilijne ze stron mojego A. ale są przepyszne :)
Ślinka leci więc trzymam się od kuchni z daleka... Ciężko się powstrzymać uwierzcie mi, staram się...

W sumie większość z planowanych zadań zrealizowana... Zostały drobnostki, ale to już na jutro :)
Zadania podzielone więc powinno pójść bez problemu :)

No i najprzyjemniejsza czynność, nakrycie stołu do kolacji wigilijnej :)
Postanowiłam, że w tym roku będzie inaczej jak zwykle... Jeszcze nie mam planu, ale na pewno będzie wyjątkowo jak sam wieczór :)


A teraz kochani...

Chciałabym Wam życzyć by ten magiczny, wyjątkowy czas
był najpiękniejszymi świętami od wielu lat, by wieczorem
pod choinką każdy znalazł piękny prezent - taki od serca... 

By od dziś przez cały następny rok zamiast się smucić,
dawać innym szczęście, zamiast czekać na pocieszenie
pocieszać innych...

A zamiast narzekać na wszystko wokoło,
w duchu współpracy i przyjaźni dojść na koniec świata.

By spełniać marzenia i cieszyć się każdym dniem...

Dzielcie się swym szczęściem... Zarażajcie innych...



Wesołych świąt!!!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

137. I puściły nerwy...

...dokładnie.
Ja taaaka opanowana w końcu nie wytrzymałam...
Nie mogło być idealnie... Ale to chyba hormony i przedświąteczna gorączka.
No i oberwało się przy tym mojemu A.
A biedak tak się starał by żonka była szczęśliwa :) Zrobił zakupki; poodkurzał; przygotował choinkę (bo ubierałam ja i Andy); no i zajął się córcią wieczorem, łącznie z usypianiem...

Teraz jak tak siedzę to wiem, że nerwy były niepotrzebne... Choć jestem usprawiedliwiona, tak myślę hihihi Kobiety w moim stanie różnie reagują na stres, chyba nie muszę tłumaczyć.

Fakt, że już mi przeszło... Humor wrócił jak zobaczyłam, że moja Andrea dziś pierwszy raz zrobiła kupkę do nocniczka :) Wyobraźcie sobie moją radość... Aż chciało mi się skakać z radości. Tyle miesięcy nauki, próśb i proszę widać pierwszy efekt. Fajnie było jak jej pokazaliśmy co zrobiła,  a potem poszliśmy wszyscy do łazienki wrzucić kupkę i spuszczając wodę zrobiliśmy 'pa,pa'...
Może załapie o co chodzi, oby. Bo do tej pory nocniczek raczej służył do odsiedzenia, bo mama sadzała, a Andy ładowała i tak w pampersy :)
Trzymamy kciuki.



A teraz czas na migawkę z dzisiejszej przedświątecznej, bardzo nerwowej i pracowitej niedzieli... Oto efekty starań mojego A.






A teraz już czas spać kochani, bo oczy same się zamykają...
Dobrej nocy ;)
M.

czwartek, 18 grudnia 2014

136. Na specjalne życzenie ;)

Kochana Danusiu,
Dzisiejszego posta poświęcam w całości Tobie :)
A raczej z dedykacją dla Ciebie :)

Już od jakiegoś czasu ciekawość bierze górę i zastanawiasz się jak teraz wyglądam. Hmmmm a raczej mój brzunio :)

No więc z wielką przyjemnością załączam to zdjęcie...


To dokładnie 32 tydzień ciąży...
I mimo wszelkich niedogodności wciąż uśmiech gości na mojej twarzy :)
 Jeszcze tylko 8 tygodni i już będziemy we czworo :)))
Nie mogę się doczekać...

wtorek, 16 grudnia 2014

135. Czasem jest taki dzień...

Ach... Zmęczenie i niewygody czasem biorą górę... A czasem już częściej niż tylko czasem hihihi
Dokładnie tak jak dziś... To nie mój dzień... Od rana wymioty, ból głowy i kręgosłupa :( Ale czemu się dziwić, siódmy miesiąc ciąży za nami... Dzidzia rośnie i coraz mniej ma miejsca w mamusinym inkubatorku :) A mamusia odczuwa to boleśnie, oj bardzo boleśnie hihihi
Dobrze, że Andrea już coraz mądrzejsza, więc i ja bardziej mogę się skupić na sobie i ciąży.

I na przykład dziś...
Wstałyśmy około 8am. Cud, że tak późno, bo zazwyczaj pobudka jest około 6am.
A więc wstałyśmy, szybko poranna toaleta w łazience. Moje dziecię bardzo lubi myć ząbki, więc łazienka jest na pierwszym planie :)
Potem śniadanko i moje poranne mdłości... Ach tego punktu nie da się niestety ominąć :)
A po śniadanku to już z górki... Przebieranko.. Siusiu na nocniczku i potem już tylko relaks...

Ostatnio moja Andy nie rozstaje się ze swoją ulubioną pluszanką... Elmo towarzyszy jej wszędzie :)
Sami zobaczcie :)
Czyż nie wyglądają ślicznie :)???


Nie wypuszcza Elmo nawet na chwilkę :)


Ale nie zawsze jest taaaaaka grzeczna :)
Ostatnio wszystko jest na 'nie'. Tak jak dziś rano, kiedy to kolejny raz próbowałam ją namówić do zjedzenia serka...

video

Nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu :)))

***

Dzidzia cały czas dokucza, chyba czuje, że już niedługo zbliża się jej wielki dzień.
A. dziś ma wolne więc cały dzień ja będę leżeć z nogami do góry pod ciepłym kocem... I może w końcu uda mi się skończyć moją szydełkową robótkę :) Już naprawdę tak mało zostało do końca.

Ok to idę na górę budzić A.
Buziaki i ciepłego dzionka dla Was...
M

sobota, 13 grudnia 2014

134. Spóźniona??? A może jeszcze zdążę???

Dużo mam teraz wolnego czasu.
Tak by się wydawało przynajmniej :) Bo przecież na urlopie jestem, a za chwilkę już długi urlop macierzyński zacznę...
Ale uwierzcie mi, że wcale tak nie jest :( Wczoraj właśnie stwierdziłam, że za dużo rzeczy chciałabym zrobić na raz. I chyba przez to się nie wyrabiam.

A najbardziej mi żal, że jeszcze nie zaczęłam nic z dekoracjami świątecznymi...
Przeglądam blogi i cieszę oczy... Tyle u was inspiracji, czuć już magię świąt... A ja??? Nic... Totalna blokada i pustka... Niby mam jakieś drobiazgi z tamtego roku, z nowych też coś tam przybyło... Ale nijak nie mogę znaleźć czasu by już wpuścić święta...

To co mogę wam pokazać to wczorajsze łupy z Lidl'a... 
Nie mogłam przejść obojętnie koło stoiska z tymi pięknościami... Małe, zgrabne i do tego mi jak najbardziej kojarzą się ze świętami :) 
Tak to Hiacynty :)
W tamtym roku miałam białe, w tym padło na różowe :)))

I kolejna zdobycz :)
Wianek na drzwi... Nareszcie spełniłam swoje kolejne marzenie hihihi
Długo szukałam odpowiedniego... Oj długo... Wszystkie blogi przejrzałam, i wiele z nich wpadło mi w oko. Powiedziałam sobie, że jeśli tu nic nie znajdę to wybiorę coś z PL. Na szczęście dla mnie Lidl ma co roku dość fajny i tani asortyment :)
No i oto jest :)
Skromny, klasyczny styl :) Tak jak lubię :)


Pomyślałam sobie, że na tę moją niemoc świąteczną to najlepsza byłaby chyba lista spraw do zrobienia :) To chyba dobry pomysł???
* Na pierwszym miejscu, koniecznie, ściągnąć choinkę i ozdoby świąteczne ze strychu :) Wiem, że A. tego nie znosi ale cóż, nie ma wyboru hihihi
* Kolejna sprawa, pierwszy raz w tym roku upiec ciasteczka razem z moją Andy :)
* Następny punkt... Prezent dla mojego A. Aż wstyd się przyznać... Dla wszystkich prezenty leżą i czekają już od początku grudnia, a jak myślę o A. to mam pustkę w głowie :( Muszę się sprężyć...
* No i ostatnie to chyba porządki :) W końcu Mikołaj nie może zastać bałaganu w naszym domku, bo prezentów nie zostawi hihihi
Gotowania i zakupów nie ma na mojej liście, bo tym zawsze zajmuje się mój A. :)

***

A teraz muszę się pobawić z Andy, bo już kolejny raz rzuca piłkę w moją stronę...
Delikatny sygnał by mama zajęła się córcią a nie laptopem :)

Buziaki kochani i spokojnego popołudnia...
M.

środa, 10 grudnia 2014

133. Weekend w Szkocji...

Ostatni weekend był cudowny :)
Niby planowany od tygodni ale jednak taki spontaniczny :)
Oj jak ja to kocham :)))

 Od jakiegoś już czasu mój A. ma swoje plany... Chce się rozwijać, uczyć :)
Mimo, iż ma skończony w PL kierunek fizjoterapii to tu w UK z pracą w zawodzie nie jest łatwo... Niestety... No i stąd decyzja o ponownych studiach. Ale żeby rozpocząć tu naukę trzeba zdać egzamin z angielskiego albo mieć po prostu nową maturę... A, że A. ma starą maturę więc jedynym rozwiązaniem był egzamin z angielskiego...
W Manchester nie było zapisów aż do stycznia więc padło na Szkocję :)

I tak to wynajęliśmy pokój w Premier Inn, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę w piątek (5.12.2014) rano :)

Sama droga dość długa, bo z Manchester zajęło nam jakieś 4,5h... Pewnie byłoby krócej ale jak się podróżuje z kobietą w siódmym miesiącu ciąży i dwulatką to tak to jest. Nieuniknione były krótkie postoje na siusiu hihihi
Ale było warto, bo droga przez Szkocję jest piękna... Ach te górzyste tereny... Jeśli ktoś kiedyś z was był to na pewno wie o czym mowa. Ja się zakochałam :)))
 Niestety zdjęć nie mamy za wiele a już ani jednego z drogi :( Tak to jakoś wyszło, że zapomnieliśmy aparatu a komórką nie zawsze dało się zrobić coś fajnego :( Ale od czego ma się wspomnienia prawda :)

Do hotelu doczłapaliśmy się jakoś około 7pm. Wcześniej byliśmy coś zjeść. Po drodze A. pokazał mi też swoje dawne miejsce pracy i dom w którym spędził część swego życia zanim poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że to JA jestem jego przeznaczeniem hihihi
Więc jak sami widzicie piątek zleciał nam na podziwianiu Szkocji z okien naszego autka i części krótkiego życiorysu mojego A.
Ach no i zapomniałabym wspomnieć o pięknym Glasgow nocą. No prawie nocą, bo ciemno już było o 4pm :)

A sobota?
Hmmmm, no cóż... Sobota wyglądała tak, że ja i Andy siedziałyśmy w hotelu, bo padało a A. cały dzień na egzaminie :) Ale żeśmy odpoczęły, a ja to już na pewno.
Nie musiałam się denerwować, że coś się wyleje na dywan; że Andy nakruszy i zaraz odkurzacz w ruch będzie szedł... Totalny luz :) Ach nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowałam.
A wieczorkiem kiedy A. skończył egzamin, Andy poszła spać... w końcu mieliśmy czas znowu tylko dla siebie... Jak za starych narzeczeńskich czasów... Kąpiel, gorąca herbatka, ciepłe łóżeczko i filmowy wieczór... Niezapomniane chwile :)))

Niedziela to już powolny powrót do rzeczywistości. Ale zanim, to zafundowaliśmy sobie maraton po tamtejszych galeriach :) I wiecie co, niby sklepy i marki te same ale zupełnie inny towar. Mieliśmy więc w czym przebierać :)

A to kilka fotek które udało mi się zrobić komórką... Oczywiście te lepsze hihihi

Moje dwa największe skarby <3

Bałwanek gotowy do drogi :)

W pustym już pokoju, gotowe do drogi...

Czas na shopping...

Andy z ukochanym tatuniem :) Słodziuchny widok.

Domek Św.Mikołaja, szkoda tylko, że Andy nie chciała zapozować hihihi

Burger King... Nasze dziecko z ulubionymi w weekend frytkami...

Akuku :D

Gdzieś w Szkocji nad morzem irlandzkim...

...I jeszcze raz z widokiem na góry :)

Szkoda, że pogoda nie dopisała.

A na koniec piękne łanie... Jeleń nam zwiał po prostu hihihi

Widać, że Andy uwielbia zwierzaki...

:)

No i tak to by wyglądało... Oczywiście pisząc w wielkim skrócie :)

Do domku wróciliśmy wypoczęci i szczęśliwi, planując kolejny już wyjazd do Szkocji. Ale tym razem zdecydowanie latem :)

A teraz zmykam do łóżeczka. A. w pracy na noc, Andrea też już śpi, wiec może będzie okazja by nadrobić zaległości w szydełkowaniu :) Albo w końcu skończę książkę, którą zaczęłam w weekend :)
Zobaczymy...
Dobranoc...
M.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

132. Kalendarz adwentowy... Wersja DIY...

Już w tamtym roku wspominałam, że chciałabym zrobić kalendarz adwentowy... Jednak tak to się wszystko potoczyło, że ściana była pusta :(
W tym roku powiedziałam głośno 'NIE' i spięłam się... Podpatrzyłam parę wpisów, połączyłam w jedno i jest. Pomysł prosty i łatwy do zrealizowania...

A więc oto nasz kalendarz adwentowy :)
Pierwszy ale nie ostatni hihihi



A oto co potrzebujemy by zrobić takie cudo :)
- kawałek sznurka (dość mocnego),
- sztywny kartonik,
- papier do pakowania prezentów (kolor wedle uznania i gustu),
- numerki (1-24),
- klej (ja użyłam super glue),
-wstążeczki, tasiemki i jakieś ozdoby kojarzące się ze świętami,
- no i na koniec niespodziankę do środka (ja użyłam łakoci - żelki i m&m'sy)...


Krok po kroku wygląda to tak:







No i jak???
Sami widzicie, że nie jest to skomplikowane :)
A jak komuś wpadło w oko to miło mi bardzo ;)
Nam podoba się niezmiernie... Mam nadzieję, że Andrea polubi nasz kalendarz i będzie miała dużo zabawy...

***

Pozdrawiam...
M.

środa, 26 listopada 2014

131. Mały Picasso...

...Jak nie jak tak... 
Do dziś nie było wiadomo, że ma ukryte talenty hihihi
Aż tu nagle, jak złapała kredki to opamiętania nie było :) Moja 20-miesięczna dziewczynka pokazała co potrafi.

Pierwszy samodzielny obrazek Andrei... <3

Mały artysta nam rośnie.
I wybaczcie mi ale musiałam to tu umieścić, bo duma mnie rozpiera :)
Oczywiście obrazek już ma swoje honorowe miejsce, w kuchni na lodówce :)


A tu możecie podziwiać uśmiech mojej księżniczki...
I wydaje mi się, że też jest z siebie dumna ;)

***

Andy czuje się już naprawdę dobrze, mimo iż nadal jest na antybiotykach... Tak więc zmykam pobawić się z moją iskierką, bo już siedzi mi na karku i zaczepia... Jednym słowem daje mi do zrozumienia 'Mamo kończ!'
Ach jak ja kocham te jej dyskretne znaki :)

Buziaki kochani i spokojnego wieczoru!!!
M&A.

czwartek, 20 listopada 2014

130. Matczyna niemoc...

Czasem są w życiu matki takie chwile, że choćby nie wiem jak chciała nie ma mocy by pomóc swemu dziecku... Może tylko BYĆ i wspierać...
Ja właśnie ostatnie dni tak mam... :((( Nieprzespane noce, a w dzień chodzę jak wampirzyca...
Lekarze??? No cóż, rozkładają ręce i twierdzą, że to wirus... 

Mowa o naszej kruszynce... Od urlopu w Egipcie Andrea nie może się wyleczyć, kolejny raz jest na antybiotykach...
Na szczęście tym razem lekarka w przychodni osłuchała i obejrzała ją bardzo dokładnie. Stwierdziła, że płucka są czyste. Znów wirus zaatakował gardełko :( Dlatego niuńka nie chce jeść i ciągle płacze... Wkłada paluszki do buźki i cały czas się ślini...
Dziś zadzwoniłam do pracy, że nie przyjdę, bo muszę z nią zostać... A. pracował ostatnią nockę a dziś też idzie na noc... Nie wyobrażam sobie, że mógłby zostać z nią a potem niewyspany iść do pracy, No Way...

Tak Andrea wyglądała jeszcze wczoraj... Ciągle spała i tuliła się do mnie na rączki...
A misia przytulisia nie wypuszczała z rączek.


A dziś... :) Hmmmmm... Troszkę lepiej :)
Światełko w tunelu, że jest lepiej :) Nawet pospała parę godzin w nocy, dzięki temu i ja bardziej przypominam człowieka hihihi
Fakt nadal marudzi i nie chce jeść, ale dużo pije i są już momenty w ciągu dnia, że zajmuje się zabawą... Zobaczcie na czym ją złapałam dziś w kuchni :)












Śliczności moje... Psotnica mała...
Wcale a wcale nie wygląda tu na chorą... Zabawę miała przednią jednak nie trwała ona długo... Zaraz potem wszystko zaczęło się od nowa :(
Teraz Andy śpi i oby poczuła się lepiej...

A ja nareszcie mam czas na blogowanie i przejrzenie waszych postów... Widzę, że u niektórych święta pełną parą :) Może uda się zaczerpnąć jakieś świeże inspiracje na dekoracje... Choć szczerze na razie nie mam do tego głowy... Jednak miło jest pocieszyć oko :)

Pozdrawiamy
M&Andy