Strony

czwartek, 18 grudnia 2014

136. Na specjalne życzenie ;)

Kochana Danusiu,
Dzisiejszego posta poświęcam w całości Tobie :)
A raczej z dedykacją dla Ciebie :)

Już od jakiegoś czasu ciekawość bierze górę i zastanawiasz się jak teraz wyglądam. Hmmmm a raczej mój brzunio :)

No więc z wielką przyjemnością załączam to zdjęcie...


To dokładnie 32 tydzień ciąży...
I mimo wszelkich niedogodności wciąż uśmiech gości na mojej twarzy :)
 Jeszcze tylko 8 tygodni i już będziemy we czworo :)))
Nie mogę się doczekać...

wtorek, 16 grudnia 2014

135. Czasem jest taki dzień...

Ach... Zmęczenie i niewygody czasem biorą górę... A czasem już częściej niż tylko czasem hihihi
Dokładnie tak jak dziś... To nie mój dzień... Od rana wymioty, ból głowy i kręgosłupa :( Ale czemu się dziwić, siódmy miesiąc ciąży za nami... Dzidzia rośnie i coraz mniej ma miejsca w mamusinym inkubatorku :) A mamusia odczuwa to boleśnie, oj bardzo boleśnie hihihi
Dobrze, że Andrea już coraz mądrzejsza, więc i ja bardziej mogę się skupić na sobie i ciąży.

I na przykład dziś...
Wstałyśmy około 8am. Cud, że tak późno, bo zazwyczaj pobudka jest około 6am.
A więc wstałyśmy, szybko poranna toaleta w łazience. Moje dziecię bardzo lubi myć ząbki, więc łazienka jest na pierwszym planie :)
Potem śniadanko i moje poranne mdłości... Ach tego punktu nie da się niestety ominąć :)
A po śniadanku to już z górki... Przebieranko.. Siusiu na nocniczku i potem już tylko relaks...

Ostatnio moja Andy nie rozstaje się ze swoją ulubioną pluszanką... Elmo towarzyszy jej wszędzie :)
Sami zobaczcie :)
Czyż nie wyglądają ślicznie :)???


Nie wypuszcza Elmo nawet na chwilkę :)


Ale nie zawsze jest taaaaaka grzeczna :)
Ostatnio wszystko jest na 'nie'. Tak jak dziś rano, kiedy to kolejny raz próbowałam ją namówić do zjedzenia serka...


Nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu :)))

***

Dzidzia cały czas dokucza, chyba czuje, że już niedługo zbliża się jej wielki dzień.
A. dziś ma wolne więc cały dzień ja będę leżeć z nogami do góry pod ciepłym kocem... I może w końcu uda mi się skończyć moją szydełkową robótkę :) Już naprawdę tak mało zostało do końca.

Ok to idę na górę budzić A.
Buziaki i ciepłego dzionka dla Was...
M

sobota, 13 grudnia 2014

134. Spóźniona??? A może jeszcze zdążę???

Dużo mam teraz wolnego czasu.
Tak by się wydawało przynajmniej :) Bo przecież na urlopie jestem, a za chwilkę już długi urlop macierzyński zacznę...
Ale uwierzcie mi, że wcale tak nie jest :( Wczoraj właśnie stwierdziłam, że za dużo rzeczy chciałabym zrobić na raz. I chyba przez to się nie wyrabiam.

A najbardziej mi żal, że jeszcze nie zaczęłam nic z dekoracjami świątecznymi...
Przeglądam blogi i cieszę oczy... Tyle u was inspiracji, czuć już magię świąt... A ja??? Nic... Totalna blokada i pustka... Niby mam jakieś drobiazgi z tamtego roku, z nowych też coś tam przybyło... Ale nijak nie mogę znaleźć czasu by już wpuścić święta...

To co mogę wam pokazać to wczorajsze łupy z Lidl'a... 
Nie mogłam przejść obojętnie koło stoiska z tymi pięknościami... Małe, zgrabne i do tego mi jak najbardziej kojarzą się ze świętami :) 
Tak to Hiacynty :)
W tamtym roku miałam białe, w tym padło na różowe :)))

I kolejna zdobycz :)
Wianek na drzwi... Nareszcie spełniłam swoje kolejne marzenie hihihi
Długo szukałam odpowiedniego... Oj długo... Wszystkie blogi przejrzałam, i wiele z nich wpadło mi w oko. Powiedziałam sobie, że jeśli tu nic nie znajdę to wybiorę coś z PL. Na szczęście dla mnie Lidl ma co roku dość fajny i tani asortyment :)
No i oto jest :)
Skromny, klasyczny styl :) Tak jak lubię :)


Pomyślałam sobie, że na tę moją niemoc świąteczną to najlepsza byłaby chyba lista spraw do zrobienia :) To chyba dobry pomysł???
* Na pierwszym miejscu, koniecznie, ściągnąć choinkę i ozdoby świąteczne ze strychu :) Wiem, że A. tego nie znosi ale cóż, nie ma wyboru hihihi
* Kolejna sprawa, pierwszy raz w tym roku upiec ciasteczka razem z moją Andy :)
* Następny punkt... Prezent dla mojego A. Aż wstyd się przyznać... Dla wszystkich prezenty leżą i czekają już od początku grudnia, a jak myślę o A. to mam pustkę w głowie :( Muszę się sprężyć...
* No i ostatnie to chyba porządki :) W końcu Mikołaj nie może zastać bałaganu w naszym domku, bo prezentów nie zostawi hihihi
Gotowania i zakupów nie ma na mojej liście, bo tym zawsze zajmuje się mój A. :)

***

A teraz muszę się pobawić z Andy, bo już kolejny raz rzuca piłkę w moją stronę...
Delikatny sygnał by mama zajęła się córcią a nie laptopem :)

Buziaki kochani i spokojnego popołudnia...
M.

środa, 10 grudnia 2014

133. Weekend w Szkocji...

Ostatni weekend był cudowny :)
Niby planowany od tygodni ale jednak taki spontaniczny :)
Oj jak ja to kocham :)))

 Od jakiegoś już czasu mój A. ma swoje plany... Chce się rozwijać, uczyć :)
Mimo, iż ma skończony w PL kierunek fizjoterapii to tu w UK z pracą w zawodzie nie jest łatwo... Niestety... No i stąd decyzja o ponownych studiach. Ale żeby rozpocząć tu naukę trzeba zdać egzamin z angielskiego albo mieć po prostu nową maturę... A, że A. ma starą maturę więc jedynym rozwiązaniem był egzamin z angielskiego...
W Manchester nie było zapisów aż do stycznia więc padło na Szkocję :)

I tak to wynajęliśmy pokój w Premier Inn, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę w piątek (5.12.2014) rano :)

Sama droga dość długa, bo z Manchester zajęło nam jakieś 4,5h... Pewnie byłoby krócej ale jak się podróżuje z kobietą w siódmym miesiącu ciąży i dwulatką to tak to jest. Nieuniknione były krótkie postoje na siusiu hihihi
Ale było warto, bo droga przez Szkocję jest piękna... Ach te górzyste tereny... Jeśli ktoś kiedyś z was był to na pewno wie o czym mowa. Ja się zakochałam :)))
 Niestety zdjęć nie mamy za wiele a już ani jednego z drogi :( Tak to jakoś wyszło, że zapomnieliśmy aparatu a komórką nie zawsze dało się zrobić coś fajnego :( Ale od czego ma się wspomnienia prawda :)

Do hotelu doczłapaliśmy się jakoś około 7pm. Wcześniej byliśmy coś zjeść. Po drodze A. pokazał mi też swoje dawne miejsce pracy i dom w którym spędził część swego życia zanim poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że to JA jestem jego przeznaczeniem hihihi
Więc jak sami widzicie piątek zleciał nam na podziwianiu Szkocji z okien naszego autka i części krótkiego życiorysu mojego A.
Ach no i zapomniałabym wspomnieć o pięknym Glasgow nocą. No prawie nocą, bo ciemno już było o 4pm :)

A sobota?
Hmmmm, no cóż... Sobota wyglądała tak, że ja i Andy siedziałyśmy w hotelu, bo padało a A. cały dzień na egzaminie :) Ale żeśmy odpoczęły, a ja to już na pewno.
Nie musiałam się denerwować, że coś się wyleje na dywan; że Andy nakruszy i zaraz odkurzacz w ruch będzie szedł... Totalny luz :) Ach nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowałam.
A wieczorkiem kiedy A. skończył egzamin, Andy poszła spać... w końcu mieliśmy czas znowu tylko dla siebie... Jak za starych narzeczeńskich czasów... Kąpiel, gorąca herbatka, ciepłe łóżeczko i filmowy wieczór... Niezapomniane chwile :)))

Niedziela to już powolny powrót do rzeczywistości. Ale zanim, to zafundowaliśmy sobie maraton po tamtejszych galeriach :) I wiecie co, niby sklepy i marki te same ale zupełnie inny towar. Mieliśmy więc w czym przebierać :)

A to kilka fotek które udało mi się zrobić komórką... Oczywiście te lepsze hihihi

Moje dwa największe skarby <3

Bałwanek gotowy do drogi :)

W pustym już pokoju, gotowe do drogi...

Czas na shopping...

Andy z ukochanym tatuniem :) Słodziuchny widok.

Domek Św.Mikołaja, szkoda tylko, że Andy nie chciała zapozować hihihi

Burger King... Nasze dziecko z ulubionymi w weekend frytkami...

Akuku :D

Gdzieś w Szkocji nad morzem irlandzkim...

...I jeszcze raz z widokiem na góry :)

Szkoda, że pogoda nie dopisała.

A na koniec piękne łanie... Jeleń nam zwiał po prostu hihihi

Widać, że Andy uwielbia zwierzaki...

:)

No i tak to by wyglądało... Oczywiście pisząc w wielkim skrócie :)

Do domku wróciliśmy wypoczęci i szczęśliwi, planując kolejny już wyjazd do Szkocji. Ale tym razem zdecydowanie latem :)

A teraz zmykam do łóżeczka. A. w pracy na noc, Andrea też już śpi, wiec może będzie okazja by nadrobić zaległości w szydełkowaniu :) Albo w końcu skończę książkę, którą zaczęłam w weekend :)
Zobaczymy...
Dobranoc...
M.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

132. Kalendarz adwentowy... Wersja DIY...

Już w tamtym roku wspominałam, że chciałabym zrobić kalendarz adwentowy... Jednak tak to się wszystko potoczyło, że ściana była pusta :(
W tym roku powiedziałam głośno 'NIE' i spięłam się... Podpatrzyłam parę wpisów, połączyłam w jedno i jest. Pomysł prosty i łatwy do zrealizowania...

A więc oto nasz kalendarz adwentowy :)
Pierwszy ale nie ostatni hihihi



A oto co potrzebujemy by zrobić takie cudo :)
- kawałek sznurka (dość mocnego),
- sztywny kartonik,
- papier do pakowania prezentów (kolor wedle uznania i gustu),
- numerki (1-24),
- klej (ja użyłam super glue),
-wstążeczki, tasiemki i jakieś ozdoby kojarzące się ze świętami,
- no i na koniec niespodziankę do środka (ja użyłam łakoci - żelki i m&m'sy)...


Krok po kroku wygląda to tak:







No i jak???
Sami widzicie, że nie jest to skomplikowane :)
A jak komuś wpadło w oko to miło mi bardzo ;)
Nam podoba się niezmiernie... Mam nadzieję, że Andrea polubi nasz kalendarz i będzie miała dużo zabawy...

***

Pozdrawiam...
M.