Strony

czwartek, 15 października 2015

198. Chwilo trwaj :)

Dobra pogodowa passa trwa :)
Niestety już prognostycy zapowiadają zmianę... Ponoć i na wyspach ma być zimno, jak oni to mówią będzie 'Zima stulecia' hihihi Zobaczymy, póki co cieszmy się słońcem i tym wszystkim co nam jesień oferuje.

Staramy się jak najwięcej spędzać czasu na dworze. Spacerujemy, odwiedzamy parki i jeździmy na rowerkach. Tak, tak kochane ja też jeżdżę razem z Andy :) Ale o tym może innym razem.
Ostatnio wracałyśmy z przedszkola nową drogą, dłuższą by Andy się wybiegała :) No i ku naszemu zdziwieniu znalazłyśmy mnóstwo jesiennych skarbów :) Mamy kasztany, żołędzie i jesienne kolorowe liście :) Ależ było radości kiedy Andy znajdywała kasztan na ziemi, liczyła i oddawała mi... :) Wołała 'Mama, jeszcze jeszcze :)'




Mela też miała okazję skosztować kasztana. Dosłownie rzecz biorąc prawie zjadła jednego... Nie przyuważyłam, kiedy Andy dała Melce kasztana do reki a ta wykorzystała okazję i hyc do buzi :)


A tak prezentują się nasz skarby w całości :)
Myślę, że jak zbierzemy więcej to zrobimy parę kasztanowo-żołędziowych ludzików, tak jak to robiło się w moich czasach dzieciństwa :)


***

A wczoraj miałam urodzinki :)
Ależ to był cudny dzień.
Wiecie jaką mąż mi zrobił z dziewczynkami niespodziankę ???
Kiedy wróciłam rano z pracy, otwieram drzwi a tu nagle głośna muzyka i odśpiewane sto lat :)))  Andy ze storczykiem w rączkach (mój A. wie, że je kocham) a A. z tortem. Jejuśku, myślałam, że śnię...
Boziu tak cudnie Andy śpiewała sto lat, że normalnie się popłakałam... To pierwsze 'sto lat' w jej wykonaniu przecież :) No i ten kwiatek, tak dumnie go trzymała hihihi 


Zaznaczam, że tort oczywiście wykonał mój A. :)
Paluszki lizać, taki pyszny :)))


Wszystkim, którzy pamiętali dziękuję za życzenia...
Wspaniale mieć takich przyjaciół :)
Kocham was :*

wtorek, 6 października 2015

197. Powiało jesienią..

Na pewno już wiecie, że nasza rodzinka kocha lato. Dosłownie za wszystko.
Za to, że można biegać z odkrytymi ramionami... Za to, że rano budzą nas słoneczne promyki a nie natrętny budzik... Za to, że dzień jest dłuższy... Za kąpiele w morzu i wygrzewanie się na piasku... No i za radość...
Ale niestety wszystko ma swoją porę i czas.
Lato się skończyło i przyszła pora na kolejną królową... Panią jesień...

Dzień robi się coraz krótszy... Słonka coraz mniej, zimno, że wstawać się nie chce.
Nie lubiłam jesieni...
Jednak wczoraj jakby coś się zmieniło :) Taką jesień dałabym radę pokochać :)





Wspaniałe słonko, próbujące przebić się przez chmurki. Brak deszczu i wspaniałe powietrze...
Dookoła mnóstwo kolorowych liści... Można było biegać i kopać je do woli...
Patrzyłam na Andy i przypomniało mi się jak ja byłam w jej wieku, jak to ja biegałam za liśćmi i śmiałam się do rozpuku... Byłam taka szczęśliwa. Teraz słyszę ten sam śmiech , patrzę na Andy i jestem najszczęśliwsza na świecie.
Patrzę jak moja mała księżniczka biega po podwórku, zbiera liście i liczy kamyki... Oj jak jej dobrze hihihi Modlę się by zawsze tak było, by nie miała nigdy trosk i była taka szczera w swej radości jak dziś :)




***

A Amelka...???
Mela to jeszcze bobasek, choć już taki większy :) Jednak jeszcze za wcześnie by biegać za siostrą. Za rok, to już na pewno :) Wtedy to będzie wesoło :)


Ale dziś moja malutka pomagała mamie w kuchni. Mamcia smażyła placuszki a dzidzia pilnowała by wszystko było tak jak być powinno :)


Moje śliczności kochane, zawsze uśmiechnięta :)


***

 A tak już sobie sama siedzę od około miesiąca :)
Sama radość patrzeć jak się rozwijają moje gwiazdeczki.



***

Myślałam, że będzie ciężej nam to wszystko ogarnąć, ale udało się.
Brak mi tylko czasu na moje kochane szydełko... Zaczęte prace czekają a nowych na razie się nie podejmuję. Choć tyle mam planów, wzorów i chęci by to wszystko zacząć... Tylko tego wolnego czasu tak bardzo mi brak :(
Staram się powoli skończyć koc/pled jak kto woli dla swojej siostrzenicy i jak tylko się z nim uporam to wam pokażę... Zaczyna nabierać powoli kształtu. Taka jestem z niego zadowolona... Będzie piękny :)

czwartek, 1 października 2015

196. Życiowa cisza... I trochę świeżych zdjęć :)

Dawno tak nie było...
Cisza, cisza i jeszcze raz cisza...
Ogarnęliśmy sytuację i jest nieźle. Podzieliliśmy obowiązki i chwile tylko dla siebie.
O dziwo nawet się wysypiam po nocnych zmianach, a A. nie spóźnia się na zajęcia :) Dziewczynki są zadbane i szczęśliwe. To najważniejsze.
Szybko ustaliliśmy sobie rytm i tak nim teraz podążamy dzień za dniem :)

Trochę przez to wszystko mało się dzieje w moim życiu blogowym...
Pokażę wam za to kilka kadrów z naszych ostatnich dni :)
Ach jak te moje skarby szybko rosną...















 Życzę Wam kochani wspaniałego czwartku ;)

czwartek, 17 września 2015

195. Praca na pełen etat :(

Było taaaak fajnie :(
Całe dnie spędzałam z moimi dziewczynkami w domu... Miałyśmy już wypracowany swój plan dnia. Pobudka, poranna toaleta, śniadanie, zabawa, drzemka, potem obiadek, znowu zabawa... I tak do wieczora przez siedem dni w tygodniu... Nie łatwe to zadanie ale kochałam to ponad wszystko.
Widziałam jak rosną, jak uczą się nowych rzeczy, czekałam na pierwsze słowo Amelki i pierwszy krok... Uwielbiałam odprowadzać Andy do przedszkola i czekać w napięciu na jej powrót... Roześmiane buzie, szaleństwo, płacz i tulasy :)
To było moje życie do tej pory...


Aż nagle wszystko się zmieniło... Nic już nie będzie takie samo... I to mnie właśnie tak przeraża :(


Skończył mi się urlop macierzyński i czas było wracać do pracy.
Po takim wstępie to pomyślicie, że się nie ciesze z powrotu... Ale jest inaczej, naprawdę... Tylko boję się, że teraz tyle mnie ominie... :(


Do pracy wróciłam na nocną zmianę.Pracowałam w poniedziałek i we wtorek, no i kolejna nocka dziś. Jest fajnie, tylko teraz już wiem jak potem w ciągu dnia człowiek pada ze zmęczenia. A chcąc pospać normalnie ucieka cały dzień z życiorysu. Niestety nie da się tego pogodzić. Praca w nocy, spanie w dzień a czas z dziećmi skraca się maksymalnie :( Fakt są dni wolne, bo przecież nie pracuje się siedem dni w tygodniu. Ale wierzcie mi, nawet jak już mam ten dzień wolny to nic mi się nie chce.
Mam nadzieję, że jak wpadnę w rutynę to wszystko się unormuje, bo jeśli nie to czarno to widzę...


Trzymajcie kciuki :)
A teraz uciekam przygotować obiadek dziewczynkom i czekam na Andy jak wróci z przedszkola :) Mam nadzieję, że będzie uśmiechnięta i w dobrym humorku :)
Pozdrawiam i buziaki dla Was :)

niedziela, 6 września 2015

194. Szkocja w cztery dni...

Ktoś zada sobie pytanie: 'czy to w ogóle możliwe?'
W dodatku z dwójką małych dzieci???
 Śmiało odpowiadam, że tak :)
Sprawdziliśmy i teraz opowiem jak nie planować tygodniami wyjazdu, tylko spakować się i jechać... :) Totalny spontan...

Dokładnie jakieś 3-4 dni przed, wpadliśmy na pomysł wyjazdu... A. miał parę dni wolnych, a ja zaraz mam wrócić do pracy. To była najlepsza okazja żeby naładować akumulatory. Trzeba było to wykorzystać. A, że mieszkamy na wyspach, które oferują tyle piękna, padło na Szkocję.
Ostatnim razem kiedy tam byliśmy, w grudniu zeszłego roku, obiecałam sobie, że na pewno tu jeszcze wrócę. Wtedy nie bardzo mogłam zwiedzać, byłam w ciąży z Amelką :) Teraz nadrobiłam.


***


Poniedziałek, 31 sierpnia, godzina wczesna rano, wyjazd.
Czekała nas długa droga, 220 mili... Dzieciaki jeszcze spały więc nie było źle, mogliśmy spokojnie jechać. Przeraziłam się tylko jak zaczęło padać. Ale już na trasie się przejaśniło i do końca pobytu mieliśmy piękną pogodę :)
Pierwszy przystanek mieliśmy w Rosslyn. Niektórzy z was może wiedzą, że znajduje się tam słynna kaplica, w której kręcono film 'Kod Da Vinci'. Może dlatego zjeżdżają się tam tłumy... ja byłam zachwycona. Może nie tyle kaplicą, bo szczerze powiem, że na filmie wyglądała na większą, ale samą okolicą. Cudowne miejsce... Dla kogoś kto lubi zabytki i historię polecam...






Na wieczór zameldowaliśmy się w hotelu, w Glasgow. Wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że pokapaliśmy się, nakarmiłam dziewczynki i położyliśmy się spać :)

***

Wtorek, 1 września.
Wczesne śniadanko, bo przecież dziewczynki wstają grubo przed godziną 7 :) To nic, że rodzice chcą pospać... Pakowanko i dalej w drogę... Dziś w planach mieliśmy zwiedzanie zamku w Stirling. 'Zamek słynie ze swojego pięknego położenia, pod tym względem stanowi poważną konkurencję nawet dla zamku w Edynburgu. Usytuowanie na wulkanicznej skale zapewnia, że jest on widoczny z odległości wielu mil.' (tu przeczytacie więcej na ten temat).



Fantastyczny dzień. Nie dość, że pogoda piękna, widoki wspaniałe to i dziewczynki zachowywały się super :) Ach jak cieszą takie dni.
Wieczorkiem, dość późnym, zameldowaliśmy się w hotelu w Perth. Piękne miasteczko, nie odmówiliśmy sobie przyjemności przespacerowania się deptakiem wzdłuż rzeki Tay.



***

Środa, 2 września.
Kolejna wczesna pobudka :) Tym razem skoro świt, bo czekała nas długa droga. Dziś odwiedzimy wyspę Skye. Ta przepiękna wyspa jest drugą co do wielkości (1700km²) wyspą Szkocji a czwartą w Wyspach Brytyjskich. Największa i położona najbardziej na północ w archipelagu Hebrydów Wewnętrznych.
My wybraliśmy Neist Point Lighthouse... Zakochałam się w tym zakątku ziemi. Niestety było tak wietrznie, że po dojechaniu na miejsce Amelka została w samochodzie a my z Andy wysiedliśmy na chwilkę by zrobić pamiątkowe zdjęcie. Szkoda, bo plany mieliśmy wielkie. Chcieliśmy przejść się jednym ze szlaków turystycznych wzdłuż morza. Jednak wiatr był za silny dla dziewczynek. Ale obiecałam sobie, że spełnię te marzenie jak tylko dziewczynki będą starsze, za parę lat :)





Ten dzień był męczący, i dla dziewczynek i dla nas. Cały dzień w samochodzie... Ale wytrwaliśmy i muszę przyznać, że Andy i Amelka zasługują na medal :)
Tym razem zatrzymaliśmy się w Inverness... Stąd mieliśmy blisko do kolejnego punktu na naszej mapie.

***

Czwartek, 3 września.
Dziś wyspaliśmy się wszyscy... Nawet dziewczynki wstały grubo po 8 :) Normalnie w domu to się nie zdarza, ale wczorajszy dzień bardzo je zmęczył.
Na spokojnie ogarnęliśmy się ze wszystkim, wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy na spotkanie z Nessie. Będąc w Szkocji nie wyobrażam sobie by nie odwiedzić tego słynnego na całym świecie jeziora. O potworze z Loch Ness słyszał chyba każdy z nas. I mimo, iż nigdy nie udowodniono istnienia Nessie to już sam fakt wzbudza naszą wyobraźnię :)


Odwiedziliśmy Centrum Nessie, gdzie puszczono nam film o przypuszczeniach i faktycznym istnieniu potwora :) Jednak stwierdzam, że jak dla mnie nie było to bardzo interesujące... Tym bardziej, że Andy nie mogła usiedzieć na miejscu i przeszkadzała wszystkim wkoło. A. musiał się z nią ewakuować :) Ale nie ma czego żałować.
Potem już było dużo ciekawiej... Ale sami zobaczcie jak jest tam pięknie...


I to był nasz ostatni dzień... W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Dolinę Glen Coe, co dosłownie znaczy Dolina Łez. Więcej o tym miejscu możecie przeczytać tutaj, ja dodam tylko, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam.




***

Jak sami widzicie, można wybrać się w objazdową wycieczkę z dziećmi :)
Przyznaję, momentami było ciężko ale widoki i przeżycia rekompensują wszystko. Poza tym byliśmy tylko we czworo, nigdzie nie musieliśmy się spieszyć, nie myśleliśmy o niczym innym tylko o nas :)